Nauka coraz częściej 'wkrada' się do naszej diety. Czasem są to działania pożądane, ale wielokrotnie zdarza się tak, że nie jesteśmy do końca pewni, co tak naprawdę jemy. Czy spożywane przez nas posiłki są zdrowe,
czy nie zawierają niechcianych pozostałości po procesie produkcyjnym, czy nie są konserwowane chemicznie itp.
Zazwyczaj są to rzeczy, które możemy sami sprawdzić - informacje o zawartości składników pokarmowych i konserwantach bardzo często sprawdzimy na opakowaniu, a jeśli chodzi o pozostałości, to żaden szanujący się producent nie ryzykowałby pozostawienia ilości przekraczających dopuszczalne normy. To wszystko dotyczy żywności kupowanej w sklepach.
Czym więc jest wspomniana żywność transgeniczna, o której napisaliśmy w tytule? Spory problem polega na tym, że ciężko ją jeszcze u nas kupić (kwestie prawne, ale o tym na końcu...), ale i tak warto coś o niej wiedzieć, bo może znacznie wpłynąć na dietetykę - jeśli nie teraz, to w najbliższej przyszłości.
Oficjalna regułka przedstawia się następująco: żywność transgeniczna to produkty spożywcze zmodyfikowane metodami inżynierii genetycznej, czyli produkowane ze zmianą materiału genetycznego (DNA żywej komórki). Nowy organizm, jaki powstaje w tym procesie, otrzymuje się w warunkach laboratoryjnych przez wprowadzenie części DNA jednego organizmu (a w zasadzie odpowiednich genów odpowiedzialnych za konkretne cechy) do DNA drugiego organizmu (odbiorcy 'przeszczepianych' genów), a następnie przez tradycyjną hodowlę i uprawę otrzymuje się dorosłe osobniki. Brzmi to może troszkę skomplikowanie, ale z naszego punktu widzenia musimy się tylko zastanowić, w czym takie organizmy mogą nam pomóc.
Pierwszym produktem żywnościowym otrzymanym z wykorzystaniem metod inżynierii genetycznej i wprowadzonym na rynek były drożdże piekarskie i pomidor.
Obecnie, zwłaszcza w U.S.A i Chinach na dużą skalę uprawiane są modyfikowane genetycznie rośliny takie jak: kukurydza, rzepak czy soja. Z kolei w Polsce pierwsze doświadczenia z transgenicznymi roślinami przeprowadzone zostały na kukurydzy, ziemniakach, burakach pastewnych i rzepaku. Obecnie zaś ośrodki badawcze skupiają się głównie na roślinach warzywnych, jak pomidor czy ogórek oraz zbożach.
Wprowadzanie obcego materiału genetycznego do roślin ma na celu przede wszystkim ich ochronę przed szkodnikami i chorobami. Poza tym pomaga to zwiększać odporność na niekorzystne warunki klimatyczne, transport czy przechowywanie. Rośliny takie charakteryzują się również zwiększoną odpornością na niekorzystne działanie herbicydów, owadów i szkodników. Niektóre dodatkowo posiadają korzystniejsze cechy organoleptyczne, dietetyczne i technologiczne. Przykładem mogą tu być pomidory, które w wersji transgenicznej mogą rosnąć w gorszych warunkach klimatyczno-glebowych niż zostały wyhodowane, charakteryzują się większą zawartością likopenu i są odporniejsze na transport. Widać więc wyraźnie, jak wprowadzana część DNA modyfikuje pewne cechy gatunkowe.
Ingerencja genetyczna może znacznie ulepszyć żywność - to już wiemy. Pytanie jednak, które zresztą bardzo dużo ludzi sobie obecnie stawia, jest: czy taka żywność jest dla mnie bezpieczna? Czy nie ryzykuję więcej, niż mogę zyskać w zamian? Nie ma na nie jedynej, słusznej odpowiedzi. Zbyt trudno jest bowiem dokładnie wytknąć wady czy zalety zmodyfikowanej żywności. Zwolennicy i naukowcy przekonują, że inżynieria genetyczna jest tylko kontynuacją poczynań człowieka w celu zwiększenia plonów, poprawienia jakości produktów i dostosowaniem go do naszych potrzeb.
Z kolei zdaniem przeciwników, manipulacje z genami mogą wpływać negatywnie na życie biologiczne jako takie (przez krzyżówki i ingerencje w równowagę biologiczną gatunków). Sceptycy zaś podkreślają, że obcy gen może doprowadzić do powstania nowych cech pod względem toksykologicznym i alergicznym, które z kolei mogą negatywnie wpłynąć na nas, spożywających daną żywność.
Zobaczmy, co możemy zyskać jedząc zmodyfikowaną żywność?
Po pierwsze, większą zawartość składników odżywczych, na których nam zależy - wspomniany wcześniej likopen ma pozytywny wpływ na wiele procesów w organizmie, a zwiększona zawartość białka w modyfikowanej soi polepsza jej wartość pokarmową. To nie wszystko - może trudno w to uwierzyć, ale modyfikacje takie można używać w bardzo szczytnych celach, jak choćby w lecznictwie. Przykładem mogą być kraje trzeciego świata, gdzie zaszczepienie dzieci na żółtaczkę typu B kosztuje mniej więcej $100 od osoby, podczas gdy ten sam zabieg z bananami zmodyfikowanymi genetycznie (mają one w sobie szczepionkę na tę chorobę) obniża ten koszt dziesięciokrotnie!
Poza tym transgeniczne zboża byłyby w stanie znacznie zmniejszyć skalę głodu w krajach afrykańskim, gdyby tylko pozwolono na ich przywóz i dystrybucję. Bo poza kilkoma krajami, gdzie żywność taką tworzy się legalnie i bez przeszkód, w większości państw, w tym w Polsce, wciąż nie ma pozwoleń na nieograniczoną uprawę i sprzedaż żywności transgenicznej. Kiedy to się zmieni, na razie trudno powiedzieć, ale fakt jest jeden - jeśli naszą dietę udałoby się zmodyfikować o żywność transgeniczną, na pewno sporo byśmy na tym zyskali.
Nie należy się więc bać takich produktów - są bezpieczne i nie spowodują wyrośnięcia drugiej głowy. ;) Mogą zaś okazać się pomocne w wielu przypadkach.
| « poprzednia | następna » |
|---|







